Prawo do kształtowania własnej ścieżki kształcenia. Dlaczego jest ważne dla studenta?

wlasna_sciezka

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sierpniu przedstawiło projekt nowego rozporządzenia dotyczącego warunków prowadzenia studiów. Dokument wpisuje się w dobrą ideę Ministra Gowina odbiurokratyzowania szkół wyższych, docenioną przez środowisko. Jednak jedna z proponowanych zmian w rozporządzeniu jest niebezpieczna z punktu widzenia zwykłego studenta.

We wspomnianym projekcie (rozporządzenia MNISW w sprawie warunków prowadzenie studiów na określonym kierunku i poziomie kształcenia) znika wymóg zapewnienia przez uczelnie wyboru przez studenta co najmniej 30% punktów ECTS w programie studiów. W zamian zostaje zaproponowany przepis, który daje uczelni prawo do tworzenia elastycznych programów studiów. Znika więc sztywny próg, który z mocy prawa wymuszał projektowanie programów studiów od razu z koniecznością zapewnienia wyboru. Z perspektywy studenckiej propozycja Ministerstwa to poważne zagrożenie.

Dlaczego to prawo jest istotne?

Możliwość kształtowania własnej ścieżki kierunku to jedno z najważniejszych praw przysługujących studentom. Przy okazji również jedno z najbardziej niedocenianych. To przede wszystkim stworzenie szansy na realizację własnych zainteresowań studenta w danej dziedzinie, przykładowo poprzez specjalności. To także traktowanie studentów jako zdolnych do samodzielnego decydowania o sobie i drodze swojego kształcenia, a więc ich upodmiotowienie. Dwóch studentów rozpoczynających ten sam kierunek, po ich ukończeniu może mieć całkiem inny bagaż wiedzy i doświadczeń. Przyjmując taką filozofię, częściowo przenosimy z uczelni odpowiedzialność za satysfakcję studenta ze studiów. Już nie tylko uczelnia powinna zadbać o odpowiedni poziom procesu dydaktycznego, ale to także student powinien świadomie planować w jakich obszarach swojego kierunku chciałby pogłębiać wiedzę, przykładowo pod kątem dalszych planów zawodowych. Jest więc jeszcze bardziej współodpowiedzialny za jakość swojego wykształcenia, nie tylko z perspektywy pracy na zajęciach. Uciekając do nieco górnolotnych słów, jest to więc kolejna szansa na wykształcenie bardziej świadomego człowieka i obywatela, który bierze odpowiedzialność za wcześniejsze decyzje.

„Wzorcowym przykładem (…) są Międzywydziałowe Studia Ochrony Środowiska, na których student może wybierać przedmioty spośród oferty aż siedmiu wydziałów (sic!)”

Jak dotąd wymóg ten jest zapewniany na kilka sposobów. Najczęściej spotykanym jest tworzenie specjalności kierunków – przeważnie dwóch, niekiedy trzech i więcej. Dodatkowo studenci najczęściej mają możliwość wyboru kilku przedmiotów, oprócz tych wyznaczonych w sztywnym programie studiów. Największe uczelnie, takie jak Uniwersytet Warszawski czy Jagielloński (ale nie tylko – także mniejsze jak Szkoła Główna Handlowa), pozwalają na niektórych kierunkach studentom na wybór znacznej części programu studiów, także w ramach obranej specjalności. Wzorcowym przykładem na tej pierwszej uczelni są Międzywydziałowe Studia Ochrony Środowiska, na których student może wybierać przedmioty spośród oferty aż siedmiu wydziałów (sic!).

Przewidywane skutki

Postarajmy się odpowiedź na pytanie, jak prawdopodobnie będzie wyglądać sytuacja po wprowadzeniu planowanych zmian. Dobre uczelnie na pewno zostawią taką możliwość. Średnie i słabe – w większości pozbędą się problemu, usztywniając programy pewnej części kierunków studiów. Finalnie stracą zwykli studenci, którzy zostaną pozbawieni możliwości wyboru i wpływania na swoją ścieżkę kształcenia. Dlaczego taki przepis to problem dla uczelni? Powody są dwa. Po pierwsze, wymusza konieczność posiadania specjalistów z różnych dziedzin. Nie wystarczy otworzyć kierunek, ale trzeba także zapewnić studentowi prawo wyboru. Drugi problem to konieczność porozumienia się wewnątrz samej uczelni, wspólnego uzgodnienia danej specjalności czy obsady kadrowej. Osoby znające środowisko akademickie wiedzą, że niekiedy przychodzi to z dużym trudem. Uprzedzając krytykę, rzeczywiście część uczelni próbuje obchodzić ten wymóg poprzez proponowanie łudząco do siebie podobnych specjalności różniących się wyłącznie nazwą. Wydaje się, że takie praktyki powinny wzbudzić większe zainteresowanie Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

„Finalnie stracą zwykli studenci, którzy zostaną pozbawieni możliwości wyboru i wpływania na swoją ścieżkę kształcenia”

Parlament Studentów RP zwrócił uwagę Ministerstwu na powyższe kwestie w przyjętej opinii. Podobnie uczyniły także inne organizacje środowiskowe, przykładowo Forum Uczelni Technicznych czy Obywatele Nauki. Pozostaje nadzieja, że na czas publikacji wydania Ministerstwo przychyli się do przesłanych uwag przez przedstawicieli środowiska akademickiego. Tak, aby finalnie nie stracili zwykli studenci.